Spis treści
- Dlaczego mapa upraw oleistych nigdy nie była stała
- Surowce, o których znów zaczyna się mówić
- Klimat jako niewidzialny operator prasy
- Rozproszenie zamiast koncentracji - jak zmienia się geografia tłoczenia
- Surowce, które już dziś przechodzą przez prasy, choć jeszcze niedawno nikt o nich nie myślał
- Technologia prasy jako odpowiedź na zmienność surowca
- Jedna prasa, wiele kalendarzy
- Czego historia tłoczenia uczy o jego przyszłości
- Czego można się spodziewać po najbliższej dekadzie
- Najczęściej zadawane pytania
Mapa roślin oleistych w Europie wygląda dziś zupełnie inaczej niż sto lat temu i prawie na pewno będzie wyglądać inaczej za dekadę. To zdanie brzmi jak truizm, dopóki nie spojrzy się na konkretne liczby, gatunki i daty. Rzepak, który dziś uchodzi za najbardziej "polską" roślinę oleistą, w formie nadającej się do spożycia istnieje dopiero od lat siedemdziesiątych XX wieku. Słonecznik, kojarzony z Ukrainą i południem kontynentu, dojrzewa dziś na polach w środkowej Polsce. Lnianka, którą archeolodzy znajdują w warstwach sprzed trzech tysięcy lat, wraca do katalogów nasiennych po niemal całkowitym zniknięciu.
Za tymi przesunięciami stoją procesy, o których mówi się zwykle w kategoriach polityki, klimatu i łańcuchów dostaw. Ale ich najciekawszy efekt widać nie w statystykach, tylko w warsztacie - w tym, co realnie wsypuje się do leja prasy i jak trzeba ją ustawić, żeby dany surowiec oddał olej. Każda zmiana na mapie upraw kończy się bardzo praktycznym pytaniem: jaka temperatura, jaka szczelina, jaka prędkość ślimaka.
Ten artykuł nie jest prognozą rynkową. To raczej przewodnik po tym, co dzieje się z surowcem oleistym w Europie i co z tego wynika dla kogoś, kto stoi przy prasie. Zebraliśmy w nim historie gatunków, które przychodzą i odchodzą, ciekawostki z pogranicza botaniki i technologii tłoczenia oraz obserwacje dotyczące tego, jak zmienna pogoda potrafi z jednej rośliny zrobić dwa różne surowce w kolejnych sezonach.

Dlaczego mapa upraw oleistych nigdy nie była stała
Wyobrażenie, że rolnictwo jest domeną ciągłości, jest wygodne, ale niezbyt zgodne z faktami. Rośliny oleiste wędrują po kontynentach szybciej niż niemal każda inna grupa upraw, ponieważ ich wartość koncentruje się w małym, łatwym do transportu i przechowywania nasieniu. Historia europejskiego olejarstwa to seria takich wędrówek.
Rzepak, który musiał zostać wynaleziony na nowo
Rzepak uprawiano w Europie na długo przed epoką przemysłową, tyle że nie do celów spożywczych. Olej rzepakowy palił się w lampach i smarował maszyny, bo zawierał znaczne ilości kwasu erukowego oraz glukozynolanów - związków, które czyniły go mało atrakcyjnym dla kuchni, a wytłoki trudnymi do skarmiania.
Przełom przyszedł z Kanady w latach siedemdziesiątych XX wieku, gdy hodowcy wyprowadzili odmiany pozbawione kwasu erukowego, a następnie ubogie w glukozynolany. Tak powstały odmiany podwójnie ulepszone, znane jako "00", oraz nazwa handlowa canola, będąca skrótem od Canadian oil low acid. Roślina, która przez stulecia była surowcem technicznym, w ciągu jednego pokolenia stała się jednym z filarów europejskiego przemysłu spożywczego.
Dla praktyki tłoczenia oznaczało to coś jeszcze - rzepak "00" zachowuje się w prasie inaczej niż stare odmiany. Zmieniła się nie tylko chemia, ale i wielkość nasion, grubość okrywy oraz podatność na uszkodzenia mechaniczne przy transporcie.
Słonecznik i jego droga przez trzy kontynenty
Słonecznik zwyczajny pochodzi z Ameryki Północnej, gdzie był uprawiany przez ludy rdzenne na długo przed przybyciem Europejczyków. Do Europy trafił w XVI wieku jako roślina ozdobna i przez dwieście lat pozostawał ciekawostką botaniczną w ogrodach.
Rośliną oleistą uczyniło go dopiero Imperium Rosyjskie w XIX wieku. Sprzyjała temu okoliczność natury religijnej - słonecznik był rośliną na tyle nową, że nie figurował na listach tłuszczów objętych postem w kalendarzu Kościoła prawosławnego. Olej słonecznikowy stał się więc tłuszczem dozwolonym w okresach, gdy inne były wykluczone, i to właśnie ta luka napędziła jego uprawę na ogromną skalę. Selekcja prowadzona przez rosyjskich hodowców podniosła zawartość oleju w nasionach z kilkunastu do kilkudziesięciu procent.
Dziś słonecznik odbywa kolejną wędrówkę - tym razem na północ. Odmiany o skróconym okresie wegetacji dojrzewają w warunkach, które jeszcze dwadzieścia lat temu uznano by za zbyt chłodne. Dla polskich tłoczni oznacza to dostęp do surowca, po który wcześniej trzeba było sięgać znacznie dalej.
Len, który był wszędzie, a potem zniknął
Len oleisty przez wieki był jedną z najważniejszych roślin Europy Środkowej i Północnej. Olej lniany trafiał do kuchni, ale też na warsztaty malarzy i stolarzy, bo należy do olejów schnących - pod wpływem tlenu polimeryzuje i tworzy twardą powłokę. Ta sama właściwość, która czyni go cennym w konserwacji drewna, sprawia, że w kuchni jest surowcem wymagającym, o krótkiej trwałości i konieczności przechowywania w chłodzie.
Wycofanie się lnu z pól było skutkiem konkurencji ze strony tańszych i stabilniejszych olejów oraz włókien syntetycznych. Jego powrót w ostatnich latach wiąże się z zainteresowaniem kwasami omega-3 pochodzenia roślinnego, których len jest jednym z najbogatszych źródeł.
Oliwka wędruje na północ, soja wchodzi do Europy Środkowej
Granica opłacalnej uprawy oliwki od stuleci pokrywała się mniej więcej z zasięgiem klimatu śródziemnomorskiego i traktowano ją jako linię niemal niezmienną. Ostatnie dekady tę pewność podważyły. Nasadzenia doświadczalne prowadzone są dziś znacznie dalej na północ niż historyczne granice uprawy, a w niektórych regionach południowej Europy problemem przestaje być zbyt chłodna zima, a staje się zbyt gorące i suche lato. Mapa oliwna przesuwa się jednocześnie w górę i pod presją - to rzadki przypadek, gdy roślina zyskuje nowe obszary i traci stare równolegle.
Podobny ruch, choć z innych powodów, dotyczy soi. Roślina kojarzona z Ameryką Południową i Azją zajmuje coraz większe areały w Europie Środkowej, w tym w Austrii, na Węgrzech i w południowej Polsce. Odmiany o wczesnym dojrzewaniu skróciły wymagany okres wegetacji na tyle, że uprawa stała się możliwa w warunkach, które jeszcze niedawno były dla soi wykluczające.
Soja jest przy tym surowcem specyficznym z punktu widzenia tłoczenia - zawiera relatywnie mało tłuszczu w porównaniu z rzepakiem czy słonecznikiem, za to bardzo dużo białka. Oznacza to, że w przypadku soi to makuch bywa produktem o większym znaczeniu niż olej, a proces tłoczenia prowadzi się często pod kątem jakości wytłoków, nie uzysku oleju.
Surowce, o których znów zaczyna się mówić
Najciekawsze rzeczy w europejskim olejarstwie dzieją się dziś nie w głównym nurcie, tylko na jego obrzeżach. Gatunki, które przez dekady figurowały wyłącznie w podręcznikach etnobotaniki, wracają do rejestrów odmian i do lejów pras.
Lnianka - roślina, która przetrwała trzy tysiące lat i prawie zniknęła w jednym stuleciu
Lnianka siewna, znana też jako rydz lub judra, jest jedną z najstarszych roślin oleistych Europy. Jej nasiona znajdowane są na stanowiskach archeologicznych z epoki brązu i żelaza, w tym w słynnych osadach bagiennych, gdzie warunki beztlenowe zakonserwowały materiał roślinny.
Przez większość XX wieku lnianka była praktycznie nieobecna na europejskich polach. Wróciła, bo okazała się rośliną wyjątkowo dobrze przystosowaną do warunków, które zaczynają dominować - krótki okres wegetacji, niewielkie wymagania wodne, tolerancja gleb słabszych i odporność na przymrozki. Zdarza się, że wysiewa się ją jako uprawę uzupełniającą, wchodzącą na pole po innej roślinie w tym samym sezonie.
Olej z lnianki ma charakterystyczny, lekko cebulowo-gorczycowy aromat i wysoką zawartość kwasu alfa-linolenowego. W prasie ślimakowej zachowuje się spokojnie - nasiona są drobne, o miękkiej okrywie, i wymagają raczej węższej dyszy niż większość surowców.
Konopie siewne i olej, który jest zielony z powodów czysto botanicznych
Konopie siewne wracają do europejskiego rolnictwa po dekadach nieobecności wynikającej z regulacji prawnych. Odmiany włókniste i oleiste zawierają śladowe ilości związków psychoaktywnych i są uprawiane w oparciu o ściśle określone listy odmian.
Olej konopny wyróżnia się na półce barwą - jest wyraźnie zielony, co bierze się z chlorofilu obecnego w okrywie nasion. Im mniej agresywne tłoczenie i im niższa temperatura, tym barwa bywa jaśniejsza, ale zielonkawy odcień jest nieodłączną cechą tego surowca. Proporcja kwasów omega-6 do omega-3 zbliżona do trzy do jednego czyni go jednym z ciekawszych olejów pod względem profilu kwasów tłuszczowych.
Praktyczna uwaga z warsztatu: nasiona konopi są stosunkowo twarde i mają tendencję do zapychania sitka przy zbyt niskiej temperaturze głowicy. To surowiec, przy którym możliwość precyzyjnego ustawienia podgrzewania robi wyraźną różnicę.
Mak, krokosz i ostropest - nisze, które przestają być niszami
Olej makowy był w Europie Środkowej surowcem powszechnym, zanim wyparły go tańsze alternatywy. Podobnie jak lniany należy do olejów schnących i przez stulecia był ceniony przez malarzy - w przeciwieństwie do lnianego nie żółknie tak wyraźnie z upływem czasu, co czyniło go materiałem chętnie używanym do jasnych partii obrazów.
Krokosz barwierski, zwany też szafranem farbiarskim, przez tysiąclecia uprawiano głównie dla barwnika pozyskiwanego z kwiatów. Płatki krokosza znajdowano w grobowcach egipskich, gdzie służyły do barwienia tkanin. Olej był w tej historii produktem ubocznym. Dziś proporcje się odwróciły - krokosz uprawia się przede wszystkim dla oleju o bardzo wysokiej zawartości kwasu linolowego, a jego odporność na suszę czyni go kandydatem na coraz cieplejsze i suchsze lata.
Ostropest plamisty jest przypadkiem szczególnym, bo najcenniejsza jego frakcja zostaje nie w oleju, lecz w wytłokach. Sylimaryna, kompleks związków, dla którego roślina jest uprawiana, jest słabo rozpuszczalna w tłuszczach, więc makuch po tłoczeniu oleju z ostropestu bywa surowcem wartościowszym niż sam olej. To jeden z niewielu przypadków, gdy tłocznia produkuje dwa produkty główne zamiast produktu i produktu ubocznego.
Klimat jako niewidzialny operator prasy
Zmiany na mapie upraw to jedno. Drugie, znacznie mniej oczywiste, to zmienność w obrębie tego samego gatunku uprawianego na tym samym polu w kolejnych latach. Dla kogoś, kto tłoczy olej regularnie, jest to zjawisko bardziej odczuwalne niż jakiekolwiek przesunięcie geograficzne.
Dlaczego ten sam rzepak zachowuje się w prasie inaczej co roku
Zawartość oleju w nasionach nie jest cechą stałą. Zależy od odmiany, ale w ogromnym stopniu również od przebiegu pogody w okresie nalewania nasion. Susza w tej fazie skraca czas gromadzenia substancji zapasowych i daje nasiona drobniejsze, o niższej zawartości tłuszczu i wyższym udziale okrywy w masie całkowitej. Rok wilgotny i chłodniejszy daje efekt odwrotny.
Konsekwencja jest bezpośrednio warsztatowa. Nasiona drobniejsze i bardziej "łuskowe" wymagają innego ustawienia szczeliny niż nasiona pełne i tłuste. To samo ustawienie prasy, które w ubiegłym sezonie dawało klarowny olej i suchy makuch, w kolejnym może dawać wytłoki zbyt wilgotne albo przeciwnie - przegrzane i przypalone.
Wilgotność, czyli parametr, który decyduje o wszystkim
Wilgotność nasion jest w tłoczeniu na zimno zmienną krytyczną. Zbyt wilgotny surowiec nie buduje w komorze wystarczającego ciśnienia - masa ślizga się zamiast być zgniatana, olej wychodzi mętny, a makuch miękki i lepki. Zbyt suchy surowiec generuje nadmierne tarcie, podnosi temperaturę ponad zamierzony poziom i potrafi zablokować ślimak.
Dla większości nasion oleistych zakres, w którym tłoczenie na zimno przebiega przewidywalnie, mieści się w wąskim przedziale kilku procent. Sezony z opóźnionymi, deszczowymi żniwami wymuszają dosuszanie surowca, a to kolejna zmienna wpływająca na finalny profil sensoryczny oleju.
Nowe gatunki oznaczają nową krzywą uczenia
Każdy surowiec wprowadzany do tłoczni po raz pierwszy wymaga kilku prób. Nie ma uniwersalnej tabeli, która przełożyłaby gatunek nasienia na komplet ustawień, bo do gry wchodzą partia, rocznik, sposób przechowywania i stopień oczyszczenia. Dlatego w praktyce to nie liczba dostępnych gatunków decyduje o możliwościach tłoczni, tylko zakres regulacji, jaki oferuje maszyna.
Rozproszenie zamiast koncentracji - jak zmienia się geografia tłoczenia
Przez większość XX wieku europejskie olejarstwo podążało w jednym kierunku: ku coraz większym zakładom, coraz dłuższym łańcuchom logistycznym i coraz silniejszej specjalizacji regionów. Ostatnie lata przyniosły ruch w przeciwną stronę, i to niezależnie od skali.
Skracanie drogi od pola do butelki
Nasiona oleiste w klasycznym modelu pokonywały setki lub tysiące kilometrów, zanim trafiły do prasy. Model rozproszony odwraca tę logikę - to prasa przybliża się do pola. Konsekwencje są nie tylko logistyczne, ale i jakościowe, bo im krótszy czas między zbiorem a tłoczeniem, tym mniejsze ryzyko procesów zachodzących w przechowywanym surowcu.
Nasiona nie są materiałem obojętnym. Zawierają enzymy, w tym lipazy, które przy podwyższonej wilgotności i temperaturze rozpoczynają rozkład tłuszczu jeszcze przed tłoczeniem. Olej wytłoczony z nasion świeżo po zbiorze i olej z tych samych nasion po kilku miesiącach niedoskonałego przechowywania to dwa różne produkty, mimo identycznego pochodzenia.

Tłocznia jako element lokalnego obiegu materii
Rozproszone tłoczenie ma jeszcze jeden aspekt, o którym mówi się rzadziej - makuch. Wytłoki powstające przy tłoczeniu na zimno zachowują znaczną część białka oraz resztkową zawartość tłuszczu i są wartościowym materiałem paszowym. W modelu scentralizowanym makuch krąży po kontynencie razem z olejem. W modelu rozproszonym zostaje tam, gdzie powstał.
To zamyka obieg w skali lokalnej: nasiona z pola trafiają do prasy, olej idzie do butelki, wytłoki wracają do gospodarstwa jako pasza lub materiał do dalszego przetworzenia. Coraz częściej makuch znajduje też zastosowanie poza paszą - jako mąka funkcjonalna, składnik wypieków czy surowiec kosmetyczny.
Regionalne oleje jako kategoria, która dopiero się formuje
Europa ma rozbudowany system oznaczeń geograficznych dla oliwy z oliwek i szereg regionalnych specjalności olejowych, jak styryjski olej z pestek dyni. Oleje z rzepaku, lnu czy lnianki nie wypracowały jeszcze porównywalnej mapy regionalnych tożsamości. To obszar, który w najbliższej dekadzie ma szansę się wypełnić - podobnie jak wcześniej wypełnił się w przypadku serów, wędlin czy piwa.
Surowce, które już dziś przechodzą przez prasy, choć jeszcze niedawno nikt o nich nie myślał
Najbardziej zaskakująca część zmian w olejarstwie dotyczy nie roślin uprawnych, lecz materiałów, które wcześniej traktowano jako pozostałość po innym procesie.
Pestki i nasiona z przetwórstwa owocowo-warzywnego
Przetwórstwo owoców generuje ogromne ilości nasion i pestek, które przez dekady były po prostu odpadem. Nasiona winogron pozostające po produkcji wina, pestki moreli, wiśni i śliwek, nasiona z przetwórstwa pomidorów, dyni i malin - wszystkie zawierają olej, a część z nich olej o profilu na tyle interesującym, że wart osobnego tłoczenia.
Olej z pestek malin i truskawek zawiera naturalne związki fenolowe i tokoferole, przez co znajduje zastosowanie głównie w kosmetyce. Olej z nasion pomidora, produkt uboczny przemysłu koncentratów, zawiera likopen nadający mu charakterystyczną barwę. Olej z pestek dyni w wersji styryjskiej, tłoczony z odmiany o nasionach pozbawionych zdrewniałej okrywy, ma tak intensywną, ciemnozieloną barwę, że w cienkiej warstwie mieni się czerwienią - efekt optyczny, który bywa mylony z zafałszowaniem produktu.
Kawa, mango i inne pozostałości przemysłu spożywczego
Suszone fusy kawowe zawierają resztkową ilość oleju o wyrazistym aromacie, wykorzystywanego w kosmetyce. Pestki mango dają masło o konsystencji zbliżonej do masła shea. Nasiona cytrusów, pozostające po produkcji soków, również poddaje się tłoczeniu.
Wspólnym mianownikiem tych surowców jest to, że powstają w miejscach, gdzie nikt nie planował produkcji oleju. Ich wykorzystanie wymaga jednak prasy, która poradzi sobie z materiałem o nietypowej twardości, kształcie i zawartości tłuszczu - a to znacznie szerszy zakres wymagań niż tłoczenie jednego, dobrze poznanego gatunku.
Kierunek, który brzmi egzotycznie: oleje z owadów
Na listach surowców obsługiwanych przez współczesne prasy ślimakowe pojawiają się pozycje, które jeszcze dekadę temu wyglądałyby na pomyłkę: larwa muchy czarnej żołnierskiej, larwy ryjkowca, świerszcz. Nie jest to ciekawostka marketingowa, lecz odbicie realnego kierunku badań nad alternatywnymi źródłami białka i tłuszczu.
Larwy muchy czarnej żołnierskiej hoduje się na pozostałościach organicznych, a ich sucha masa zawiera zarówno białko, jak i znaczną frakcję tłuszczową, którą można oddzielić mechanicznie. Tłoczenie takiego surowca odbywa się w innych warunkach niż tłoczenie nasion - materiał jest bardziej plastyczny i inaczej reaguje na ciśnienie. To dobry przykład tego, jak bardzo pojęcie "prasa olejowa" rozszerzyło się w ostatnich latach poza pierwotne znaczenie.

Technologia prasy jako odpowiedź na zmienność surowca
Jeśli w najbliższej dekadzie do tłoczni ma trafiać więcej gatunków, o bardziej zmiennych parametrach, w mniej przewidywalnych rocznikach, to najważniejszą cechą maszyny przestaje być maksymalna wydajność, a staje się nią zakres regulacji.
Szczelina prasowania i prędkość ślimaka
W prasie ślimakowej olej powstaje z połączenia ciśnienia i tarcia. Ślimak transportuje surowiec w kierunku głowicy, przekrój przepływu maleje, a masa jest ściskana coraz mocniej. Szerokość dyszy na wylocie makuchu decyduje o tym, jak duży opór napotyka materiał, a więc jak wysokie ciśnienie zbuduje się w komorze.
Nasiona drobne i miękkie potrzebują węższej dyszy, twarde i duże - szerszej. Ta sama zasada dotyczy prędkości: wolniejsza praca ślimaka wydłuża czas przebywania materiału w komorze i zwykle obniża temperaturę wyjściową, szybsza podnosi przerób kosztem większego rozgrzania. W urządzeniach z bezstopniową regulacją prędkości oraz zmienną szczeliną prasowania, takich jak prasa do tłoczenia oleju na zimno i ciepło o wydajności do 120 kg/h, oba te parametry można dobrać niezależnie dla każdego surowca zamiast szukać kompromisu.
Temperatura jako granica między dwiema technologiami
Podział na tłoczenie na zimno i na ciepło nie jest podziałem na dwie różne maszyny, lecz na dwa reżimy pracy tej samej maszyny. Tłoczenie na zimno oznacza, że temperatura oleju nie przekracza umownej granicy - dla wielu olejów spożywczych przyjmuje się okolice czterdziestu kilku stopni - i że nie stosuje się zewnętrznego dogrzewania surowca. Tłoczenie na ciepło podnosi temperaturę celowo, zwiększając wydajność i zmieniając profil aromatyczny.
Problem polega na tym, że temperatura w komorze nie jest ustawiana bezpośrednio - jest wypadkową tarcia, prędkości, wilgotności surowca i temperatury otoczenia. Tłocznia pracująca w nieogrzewanej hali w listopadzie i ta sama tłocznia w lipcu to dwa różne środowiska procesowe. Rozwiązaniem jest zintegrowane podgrzewanie głowicy z cyfrową kontrolą oraz pomiarem temperatury na wylocie oleju, które pozwala utrzymać powtarzalność niezależnie od pory roku.
Materiał i higiena przy pracy wielosurowcowej
Tłoczenie kilkunastu różnych gatunków w ciągu sezonu oznacza częste przezbrojenia i czyszczenie. Dzielona głowica prasy, elementy nadające się do mycia oraz konstrukcja wspornikowa umożliwiająca dostęp do przestrzeni pod maszyną przestają być udogodnieniem, a stają się warunkiem sensownej pracy. Pozostałości poprzedniego surowca w komorze potrafią zdominować aromat kolejnej partii, co przy olejach o wyrazistym profilu jest problemem natychmiast wyczuwalnym.
Jedna prasa, wiele kalendarzy
Model, w którym tłocznia pracuje przez kilka tygodni w roku, przetwarzając jeden surowiec, ustępuje modelowi rozłożonemu na cały rok. To zmiana, która ma bezpośrednie przełożenie na dobór maszyny.
Kalendarz tłoczenia zamiast sezonu tłoczenia
Rzepak zbiera się latem, słonecznik jesienią, lniankę można zbierać dwukrotnie w sezonie przy uprawie następczej, len w zależności od terminu siewu, konopie późną jesienią. Pestki dyni pojawiają się po zbiorze dyni, nasiona winogron po winobraniu, pestki owoców w rytmie przetwórstwa. Orzechy i surowce importowane, jak sezam czy migdał, nie mają lokalnej sezonowości w ogóle.
Ułożenie tych rytmów obok siebie daje kalendarz, w którym niemal każdy miesiąc ma swój surowiec. Warunkiem jest maszyna zdolna do przechodzenia między nimi bez przebudowy - obsługująca zarówno nasiona miękkie, jak i twarde, zarówno drobne, jak i duże. Konstrukcje przystosowane do pracy ciągłej, wykonane z hartowanej stali nierdzewnej i obsługujące ponad sto rodzajów nasion, jak profesjonalna prasa ślimakowa PTOW 5500 S-Inox z podgrzewaniem głowicy, są odpowiedzią właśnie na ten sposób pracy.
Praca ciągła i współpraca z silosem
Przy dłuższych cyklach tłoczenia istotna staje się nie tylko wydajność godzinowa, ale zdolność do pracy nieprzerwanej. Silnik o mocy 5,5 kW z napędem bezpośrednim, konstrukcja przewidziana do eksploatacji w trybie ciągłym oraz możliwość podłączenia zasilania silosowego zmieniają charakter procesu - z serii pojedynczych partii w produkcję prowadzoną w sposób ciągły. Masa około 310 kg i wymiary rzędu 120 na 46 na 88 cm sprawiają, że urządzenie o takiej wydajności mieści się w pomieszczeniu, w którym nie zmieściłaby się instalacja o klasycznej, przemysłowej architekturze.

Czego historia tłoczenia uczy o jego przyszłości
Warto na chwilę cofnąć się do początków, bo perspektywa historyczna dobrze pokazuje, jak niewiele w tej dziedzinie jest naprawdę nowe i jak dużo jest powrotem do rozwiązań sprzed wieków w nowej formie.
Od kamienia i belki do ślimaka
Najstarsze znane instalacje do pozyskiwania oleju opierały się na rozgniataniu surowca kamieniem, a następnie wyciskaniu masy pod obciążeniem. Prasy belkowe, znane w basenie Morza Śródziemnego od starożytności, wykorzystywały długą belkę jako dźwignię obciążoną kamieniami. Ich sprawność była niska, a proces powolny, ale zasada pozostała ta sama, co dziś: rozdrobnienie komórek, uwolnienie tłuszczu, oddzielenie go od stałej pozostałości.
Prasy klinowe, popularne w Europie Północnej, działały poprzez wbijanie klinów młotem w skrzynię z surowcem. Prasa śrubowa, wykorzystująca gwint do przekształcenia ruchu obrotowego w nacisk, stała się przełomem, bo pozwalała utrzymać stałe ciśnienie przez dłuższy czas bez ciągłego wysiłku obsługi.
Prasa ślimakowa, czyli konstrukcja dominująca dziś w małych i średnich tłoczniach, wprowadziła zmianę jakościową - proces przestał być cykliczny, a stał się ciągły. Surowiec nie jest już wsypywany, ściskany i wyjmowany partiami, lecz przesuwa się nieprzerwanie przez komorę, w której ciśnienie narasta wzdłuż drogi. Ta jedna zmiana konstrukcyjna zdecydowała o tym, że tłoczenie na małą skalę stało się praktyczne.
Powtarzalność jako nowy element rzemiosła
Przez większość historii olejarstwa parametrów procesu nie mierzono. Tłoczono, obserwując barwę oleju, konsystencję wytłoków i zapach unoszący się z komory. Wiedza była przekazywana bezpośrednio, w warsztacie, i ginęła razem z osobą, która ją posiadała.
To, co zmieniło się w ostatnich latach, nie dotyczy samej fizyki procesu, bo ta pozostała identyczna. Zmieniła się możliwość zapisania warunków, w jakich proces przebiegł. Odczyt temperatury na wylocie oleju, wskazanie prędkości prasowania i ustawiona temperatura głowicy tworzą trzy liczby, które można zanotować obok nazwy surowca i daty. Kolejne pokolenie nie musi odtwarzać tej wiedzy od zera.
Czego można się spodziewać po najbliższej dekadzie
Kilka kierunków rysuje się dziś wyraźniej niż inne. Pierwszy to dalsze poszerzanie palety gatunków - nie dlatego, że rzepak straci znaczenie, ale dlatego, że obok niego pojawi się więcej roślin uzupełniających, sprawdzających się w suchszych i krótszych sezonach.
Drugi to rosnąca rola surowców pochodzących z innych gałęzi przetwórstwa. Nasiona i pestki, które dotąd trafiały do biogazowni lub na kompost, coraz częściej będą trafiać do prasy, bo technologia tłoczenia stała się dostępna w skali, która czyni to sensownym.
Trzeci kierunek to precyzja. Olejarstwo przez większość swojej historii było rzemiosłem opartym na doświadczeniu i obserwacji. Cyfrowy pomiar temperatury na wylocie, wyświetlacz prędkości prasowania i kontrola parametrów głowicy nie zastępują doświadczenia, ale pozwalają je zapisać i powtórzyć. Producent, który wie, przy jakich dokładnie ustawieniach uzyskał olej o pożądanym profilu, może ten wynik odtworzyć rok później, przy innej partii nasion i innej pogodzie za oknem.
Czwarty, najmniej mierzalny, to zmiana w tym, jak postrzegany jest sam olej. Przez dekady był produktem anonimowym, definiowanym wyłącznie przez gatunek rośliny. Coraz częściej jest produktem definiowanym przez pochodzenie, odmianę, rocznik i sposób tłoczenia - czyli tak, jak od dawna definiuje się wino, kawę czy miód. Mapa oleista Europy przestaje być mapą upraw, a zaczyna być mapą wytwórców.

Najczęściej zadawane pytania
Czy zmiany klimatu naprawdę wpływają na jakość oleju, czy to tylko teoria?
Wpływ jest mierzalny i odczuwalny w praktyce. Przebieg pogody w okresie nalewania nasion decyduje o zawartości tłuszczu w nasieniu, jego wielkości oraz udziale okrywy w masie. Susza daje nasiona drobniejsze i uboższe w olej, sezon wilgotny - odwrotnie. Przekłada się to bezpośrednio na wydajność tłoczenia i konieczność korekty ustawień prasy między rocznikami tego samego gatunku.
Które nowe rośliny oleiste mają największe szanse w polskich warunkach?
Najlepiej rokują gatunki o krótkim okresie wegetacji i niskich wymaganiach wodnych. Lnianka siewna wyróżnia się tolerancją gleb słabszych i możliwością uprawy następczej. Krokosz barwierski dobrze znosi suszę. Słonecznik w odmianach wczesnych coraz pewniej dojrzewa w środkowej Polsce. Konopie siewne wracają jako uprawa wielokierunkowa, dająca zarówno nasiona, jak i włókno.
Czy jedna prasa poradzi sobie z tak różnymi surowcami?
Tak, pod warunkiem że oferuje odpowiedni zakres regulacji. Kluczowe są trzy elementy: zmienna szczelina prasowania, bezstopniowa regulacja prędkości ślimaka oraz kontrola temperatury głowicy. Zestaw dysz o różnych średnicach pozwala dopasować opór do konkretnego nasienia. Maszyny obsługujące ponad sto gatunków opierają się właśnie na tej zasadzie - to nie sto różnych trybów, tylko szeroki zakres płynnie regulowanych parametrów.
Dlaczego olej z tych samych nasion smakuje inaczej w kolejnych partiach?
Składa się na to kilka czynników. Zmienna wilgotność surowca zmienia tarcie w komorze, a więc i temperaturę procesu. Różnice w rozgrzaniu maszyny na początku i w trakcie dłuższego cyklu również wpływają na profil aromatyczny. Do tego dochodzi zmienność samego surowca - rocznik, odmiana i warunki przechowywania. Powtarzalność uzyskuje się poprzez kontrolę temperatury i konsekwentne prowadzenie procesu, nie przez założenie, że surowiec jest zawsze taki sam.
Czym różni się tłoczenie na zimno od tłoczenia na ciepło w praktyce warsztatowej?
Tłoczenie na zimno oznacza brak zewnętrznego dogrzewania surowca i utrzymanie temperatury oleju poniżej umownej granicy. Zachowuje delikatniejsze związki aromatyczne i naturalny profil odżywczy, ale daje niższą wydajność. Tłoczenie na ciepło, z podgrzewaniem głowicy lub wstępnym prażeniem nasion, zwiększa uzysk i pogłębia aromat - olej staje się ciemniejszy i wyrazistszy. Ta sama prasa może pracować w obu trybach, jeśli dysponuje regulowanym podgrzewaniem.
Co zrobić z makuchem, jeśli nie prowadzi się hodowli?
Wytłoki nie muszą kończyć jako pasza. Po zmieleniu stają się mąką funkcjonalną wykorzystywaną w wypiekach, batonach i mieszankach śniadaniowych. Makuch z ostropestu jest ceniony ze względu na zawartość sylimaryny, makuch z konopi i lnu ze względu na białko i błonnik. Część producentów wykorzystuje wytłoki jako surowiec kosmetyczny w peelingach i maskach. Warunkiem jest odpowiednie osuszenie i przechowywanie, bo resztkowy tłuszcz w makuchu jest podatny na jełczenie.
Jak przygotować tłocznię na surowiec, którego nigdy wcześniej się nie tłoczyło?
Zaczyna się od małej partii testowej i najbardziej zachowawczych ustawień - szerszej dyszy, wolniejszej prędkości i umiarkowanej temperatury głowicy. Obserwuje się konsystencję makuchu: zbyt wilgotny oznacza za niskie ciśnienie, kruszący się i przypalony - za wysokie. Następnie stopniowo zwęża się dyszę i koryguje prędkość, notując każdą zmianę. Po kilku próbach powstaje zapis ustawień, do którego można wracać. Warto też sprawdzić wilgotność nasion przed pierwszą próbą, bo to ona najczęściej odpowiada za nieudane pierwsze tłoczenie.